Ksiądz Krzysztof Grzywocz

wspomnienia

02 sierpnia 2019

Wspomnienie - Piotr Brzeżański

Ocalić kruche dobro

Po niemal 40 latach wiele zdarzeń niestety pokrył kurz niepamięci, ale kilku spotkań i rozmów z Krzysztofem nie zapomnę nigdy; część jest zbyt osobista, żeby o nich pisać, ale kilka sytuacji, którymi mogę się podzielić wspominam jako bardzo ważne dla zrozumienia genezy, osoby i dzieła jego życia.

Księdza Krzysztofa Grzywocza poznałem w roku 1981. Oczywiście wtedy nie był jeszcze księdzem, tylko starszym o 3 lata kolegą Krzyśkiem, ale od początku znajomości wiedziałem, że mam do czynienia z osobą – najogólniej mówiąc – nietuzinkową. Pomimo tego, że Krzysztof kontynuował naukę w Policealnym Studium Zawodowym w Opolu, nie bardzo wyobrażałem go sobie jako przyszłego inżyniera czy kogoś w tym rodzaju, z drugiej strony o kapłaństwie on sam jeszcze wtedy nie myślał poważnie, a przynajmniej tego nie ujawniał.

W czasie nauki w studium Krzysiek zaangażowany był w spotkania Ruchu Światło-Życie przy opolskiej katedrze, gdzie działał jako animator, wspólnie z dwoma kolegami z Kędzierzyna-Koźla Bogdanem i Dyziem. Ja również byłem tam aktywny m.in. jako ministrant, lektor i sympatyk oazy. Pamiętam długie rozmowy na różne tematy, które miały miejsce po spotkaniach oazowych przy katedrze lub gościnnie w ich pokoju w bursie przy ul. Osmańczyka (wtedy Mondrzyka), gdzie mieszkali w czasie nauki w studium. Te rozmowy widzę dzisiaj jako drogowskazy lub swoiste latarnie morskie, które pozwalały utrzymać jakiś pewny kurs pomimo różnych nawałnic związanych z tamtym okresem. Krzysiek zafascynowany był wtedy postacią Brata Rogera i z entuzjazmem dzielił się przemyśleniami na temat jego dzieła i drogi życiowej, jaką obrał, zakładając wspólnotę w Taizé.

Krzysztof bardzo mi imponował swoją osobowością – był ciekawy świata, ale nie nachalny, bardzo wrażliwy i przyjaźnie nastawiony do ludzi, a przy tym mający szerokie horyzonty obserwator, stawiający czasem bardzo niekonwencjonalne diagnozy otaczającej nas rzeczywistości. Ja w tamtym okresie miałem wiele różnych pytań… Również jego oryginalna jak na tamte czasy pasja, czyli góry, była czymś, co budziło wyobraźnię zwłaszcza, że już wtedy aktywnie się wspinał w Tatrach. Z innymi pasjonatami wspinaczki ćwiczył w Opolu na ściance, którą stanowiły stare mury miejskie przy opolskiej katedrze nad Kanałem Młynówka.

Pamiętam, że kiedyś po jednej z ciekawych rozmów pożyczył mi aforyzmy autorstwa Fryderyka Nietzshego z komentarzem, żebym zwrócił szczególną uwagę na wartościowe myśli tego kontrowersyjnego filozofa. Zabrzmiało to wtedy jak herezja, zważywszy że Nietzche jednoznacznie kojarzył mi się z radykalnym ateizmem i antychrześcijaństwem, ale przemogłem się i czytałem, starając się robić to bez żadnych uprzedzeń i o dziwo… musiałem przyznać, że wiele z tych myśli było bardzo celnych i naprawdę ciekawych – oczywiście były też takie, z którymi absolutnie nie mogłem się zgodzić. Dzisiaj mam w głowie interpretację tego zdarzenia, która jednocześnie wiele mówi o życiowej postawie Krzysztofa: gdy chodzi o innych ludzi i ich indywidualną przestrzeń – twórczą czy też szerzej rozumianą ogólnoludzką – należy uważnie szukać wszędzie ziaren DOBRA, nigdy nie zakładając z góry, że gdzieś ich nie ma całkowicie.

Kiedyś Krzysztof zaprosił ludzi z katedralnej oazy do swojej rodzinnej parafii w Kędzierzynie-Koźlu Rogach na czuwanie modlitewne, które organizował. Pamiętam, że skończyło się wieczorem i kiedy mieliśmy już wracać do Opola zaproponował mi, żebym został u niego w gościnie. Miałem wtedy okazję poznać dom i rodziców Krzysztofa.

O czym rozmawialiśmy wtedy z Krzyśkiem? Nie mam w pamięci treści rozmów, ale doskonale pamiętam CISZĘ i atmosferę Jego domu. Właśnie tamta pełna pokoju cisza była czymś, co zwróciło moją uwagę, bo to była dobra i błogosławiona cisza – wszyscy odnosili się do siebie życzliwie i bez zbędnych słów. Nie pamiętam zupełnie postaci rodziców Krzysztofa, „czuję” we wspomnieniach bijące od nich jakieś niebywałe poczucie bezpieczeństwa – tak właśnie muszę to dzisiaj ująć, ponieważ nie jestem w stanie tego inaczej opisać.

To jest dla mnie kolejny klucz do zrozumienia, jakim Krzysztof był człowiekiem i co go ukształtowało. Wzajemny szacunek, jakim darzyli się nawzajem wszyscy członkowie tej Rodziny był tak wyraźny i namacalny, że nie mógł pozostać niezauważony. To było niewątpliwie wspaniałym „dobrym źródłem”, w którym wzrastał.

Podczas spotkania Krzysiek podarował mi swój rysunek w kolorze sepii (wykonany chyba piórkiem), który przedstawiał masyw Giewontu widziany z Zakopanego. Niestety ta pamiątka gdzieś zaginęła, czego bardzo żałuję. Jego prezent to dowód, że sztuka już wtedy była kolejną życiową pasją Krzysztofa, której zawsze był wierny i z której czerpał wiele inspiracji.

Jedną z ważnych dla Krzysztofa osób był jego dziadek, którego na swój sposób podziwiał. Krzysiek wspominał go kilkukrotnie, opowiadając mi o jego prostym i pełnym mądrości podejściu do życia. Dziadek powiedział kiedyś Krzyśkowi, że dla niego prawdziwym szczęściem i radością jest siedzieć w promieniach wiosennego słońca na ławeczce przed domem i czuć na twarzy powiew ciepłego wiatru wiejącego od pola. Każdy, kto poznał Krzysztofa zauważy tutaj wspólny rys, który można określić nazwą sztuka smakowania życia. Myślę, że Krzysztof niczym biblijny ojciec rodziny, który gromadzi różne dobre rzeczy w skarbcu, aby potem z niego czerpać i obdarowywać innych, w taki właśnie sposób traktował wszystkie dobre i trudne doświadczenia, sytuacje życiowe, które go spotykały. Sednem było jednak to, że umiał je z właściwą sobie wrażliwością zauważyć, przyjąć i wykorzystać, później dzieląc się z innymi.

Nie sposób w tak krótkich słowach oddać fenomenu człowieka, o którym mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć alter Christus.

Odnajdywał i pokazywał w każdym Dobro. Robił to w sposób przenikliwy, ale jednocześnie subtelny i wrażliwy. Nie znałem nikogo bardziej miłosiernego, kto tak walczyłby o ostatni skrawek czyjegoś dobrego imienia, choćby był on czasem niezwykle przytłoczony przez słabość, grzech, zranienia i traumy składające się na skomplikowaną ludzką egzystencję. Był adwokatem tego dobra, nawet jeśli inni już go nie dostrzegali…

Myślę, że tak ciepło patrzył na ludzi sam Pan Jezus, którego Krzysztof bardzo ukochał i wspaniale naśladował, będąc jego gorliwym kapłanem.

Piotr Brzeżański

Bądźmy w kontakcie!


Zdjęcia, nagrania, wspomnienia
prosimy przesyłać na poniższy adres mailowy.
Większe pliki można przekazywać za pomocą Wetransfer.com, Google Drive lub Dropbox.

Celem nawiązania kontaktu
prosimy o podanie imienia, nazwiska, numeru telefonu (lub adresu e-mail).

Zastrzegamy sobie prawa skracania i adiustacji tekstów oraz zmiany ich tytułów.

+48 509 987 382
osoba odpowiedzialna
dr Ryszard Paluch

 

Wszelkie prawa do zawartych na stronie materiałów (utwory tekstowe, audio, foto, wideo i inne) są zastrzeżone i objęte prawem autorskim. Użytkownicy mogą pobierać i drukować fragmenty zawartości serwisu internetowego www.kskrzysztofgrzywocz.pl wyłącznie do użytku osobistego. Publikacja, rozpowszechnianie zawartości niniejszego portalu lub jej sprzedaż, wykorzystanie do publicznego odtwarzania (całości lub fragmentów utworów) są - bez uprzedniej pisemnej zgody administratora - zabronione i mogą stanowić naruszenie ustawodawstwa o prawie autorskim.